powrót matury z matmy - sukces czy porażka ?
powrót matury z matmy - sukces czy porażka ?
- 03-11-2009 08:14
wiadomo, ze dawniej zadania z matmy były wnoszone w kanapkach /rozwiązywał najlepszy uczeń i puszczał w obieg, nauczyciele rozwiazywali i podrzucali zwiniete w kulki, itd.
generalnie większość oszukiwała i odpisywała ... nawet Ci wybitni .../
teraz ma sie to zmienic ...
zadnych sciąg
przyszły muzyk, plastyk, sportowiec - trener, historyk czy botanik maja zdawac matme
czy poradzą sobie bez sciąg ?
czy te wszystkie wkute na pamięc wzory choc raz w zyciu do czegoś im będą potrzebne ? - nie mówie o podstawach matematyki, a o poziomie obowiązujacym na maturze
czy blokowac droge na studia ludziom, którzy nie czują matmy ?
co o tym myślicie ?
retrofood - 03-11-2009 08:22
czy mozna być dobrym inzynierem nie wiedząc kto to był Adaś Mickiewicz?
morfeusz1 - 03-11-2009 08:38
Matematyka, te wszystkie wzory, zadania mają na celu nauczyć młodych ludzi logicznego myslenia. O ile nie jestem za tym, aby ktoś, kto "nie czuje" matmy miał zablokowaną mozliwośc studiowania, o tyle jestem przekonana, że znajomość matematyki ułatwia codzienne zycie, a także pracę w zawodach, ktore nie mają pozornie nic związanego z matematyką. Dzięki tej nieszczęsnej matmie umiemy łatwiej wyciągac wnioski, logicznie myslec, szybciej podejmowac trafne decyzje.
Będąc w liceum też się buntowałam przeciwko wysokim wymaganiom naszej matematycznki - w koncu chodzilam do klasy humanistycznej :roll: . Dopiero z perspektywy czasu cieszę się, ze nas piłowała i nie odpuszczała.
Na studiach socjologicznych znajomośc matematyki przydała się bardzo, na studiach podyplomowych z zarządzania kadrami bardzo. W codziennej pracy zawodowej jeszcze bardziej.
Więc uczmy się matmy i nie odpuszczajmy dzieciakom :wink:
m.k.k - 03-11-2009 09:28
Sporo zależy, co z tej matematyki będzie wymagane. Czy minimum, by zdać to będzie na poziomie indukcji i układu równań z dwiema niewiadomymi, czy geometrii sferycznej.
Pewne podstawy są niezbędne dla większości ludzi. A od ludzi wykształconych oczekuje się pewnego kanonu: wiedzy, kto to był Mickiewicz i o co chodzi w twierdzeniu Pitagorasa. A na maturze jest więcej, aby to minimum zostało i po trzydziestu latach.
Agduś - 03-11-2009 09:47
Oczywiście, że można być świetnym inżynierem, lekarzem, weterynarzem itd, nie wiedząc, kim był Mickiewicz. Można też być literaturoznawcą, nie znając tabliczki mnożenia (acz to akurat może utrudniać życie codzienne). Jednak jeżeli ktoś jest "ścisłowcem", bez trudu opanuje podstawową wiedzę o epokach literackich, przeczyta kilka lektur i nauczy się nazwisk czy dat. Można oczywiście dyskutować o zakresie materiału do opanowania na poziomie podstawowym z polskiego. Jeżeli jednak ktoś nie ma zdolności do matematyki, to nawet wykucie na blachę wzorów nie pomoże.
Podstawową znajomość matematyki trzeba wynieść z liceum. Przecież bez tego po prostu będzie się powtarzało każdą klasę, póki nie opanuje się minimum programowego albo nie wyleci ze szkoły. I ja sądzę, że to minimum powinno wystarczyć każdemu w życiu. A jeżeli ktoś chce się rozwijać w tym kierunku, to może zdać maturę z matmy i iść na podobne studia.
Nie byłam szczególnie tępa z matmy, ot na czwórkę bez uczenia się w podstawówce umiałam (miałam baaardzo wymagająca nauczycielkę). W LO było juz gorzej, bo nie pałałam miłością do tego pzredmiotu. Poległam całkiem na obliczaniu granicy funkcji (do dzisiaj nie mam pojęcia, po co miałam się tego nauczyć). Wykułam wszystkie wzory, bo moja sytuacja stawała się rozpaczliwa. I nic! Kolejny sprawdzian zawaliłam. Jakoś się wygrzebałam na tróję, bo chyba w tym samym semestrze był jakiś inny dział, który mi podszedł (chyba prawdopodobieństwo albo geometria). I o ile te wiadomości czasem wyciągam z mroków niepamięci, o tyle te nieszczęsne funkcje do niczego mi nie były potrzebne. A matury z matmy pewnie bym nie zdała.
m.k.k - 03-11-2009 10:41
I w ten sposób dochodzimy do pytania, czy matura jest potrzebna. Bo przecież gwarancją tego minimum jest ukończenie poszczególnych klas, a końcowy egzamin, dający prawo do ubiegania się o studia (i obecnie, co w mojej opinii kompletnie pozbawione logiki, decydujący o przyjęciu na te studia) nie jest potrzebny.
- 03-11-2009 11:12
no własnie ...
co powinno decydowac np. o przyjęciu na studia filmowe ?
matura z matmy ?
egzamin uczelniany w szkole filmowej ?
a może Dar Boży czyli talent ... ?/przykład naturszczycy - Zbigniew Buczkowski, Jan Himilsbach, Henryk Gołębiewski/
retrofood - 03-11-2009 13:09
brzoza, taż bez matmy taki malarz, czy inny piosenkarz nawet nie policzy ile flaszek oddał do skupu... to co z nich za artyści...
EZS - 03-11-2009 14:58
Matematyka, te wszystkie wzory, zadania mają na celu nauczyć młodych ludzi logicznego myslenia. O ile nie jestem za tym, aby ktoś, kto "nie czuje" matmy miał zablokowaną mozliwośc studiowania, o tyle jestem przekonana, że znajomość matematyki ułatwia codzienne zycie, a także pracę w zawodach, ktore nie mają pozornie nic związanego z matematyką. Dzięki tej nieszczęsnej matmie umiemy łatwiej wyciągac wnioski, logicznie myslec, szybciej podejmowac trafne decyzje.
I wszystko na ten temat
Ja już w podstawówce widziałam, że pójdę na medycynę. Ot, nic innego mnie nie interesowało. Logika nakazywała iść do klasy biologicznej. Ja wybrałam mat-fiz. Bo jak powiedziałam mojej mamie (bardzo przeciwnej i medycynie i klasie matematycznej) - chcę być lekarzem a nie dostać się na studia. Biologii nauczę się sama, myślenia - nie. Matematykę stosuję rzadko :wink: ale ścisły sposób myślenia pozostał i te wszystkie lata nieraz potwierdziły słuszność wyboru 15 letniego dziecka :roll:
Choć co użyłam w klasie matematycznej bez talentu do matematyki, to moje. Jednak warto było się męczyć.
anSi - 03-11-2009 15:22
I ja- polonistka- bylam w mat - fizie, a mature ustna zdawalam, zeby bylo ciekawiej - z biologi. Nie zaluje lez wylanych nad zadaniami z matmy. A jak dobrze potem- juz na studiach - szlo mi na zajeciach z logiki :) :)
Beaty - 03-11-2009 20:39
A ja geograf też po mat- fizie
radochę to mam w sklepie- ekspedientka liczy na kalkulatorze, a ja w głowie i z reguły podaję wynik jako pierwsza i zonk! jak się suma pani z moją nie zgadza :roll:
ale to już zupełnie inny temat
pzd
m.k.k - 03-11-2009 20:49
Mnie tam w szkole liczyć nie uczono, ale matematyki tak.
Na studiach, na zajęciach ze statystyki miałem taki ciut bardziej rozbudowany kalkulator z funkcjami statystycznymi i wygodnymi klawiszami. Umiałem wpisywać do niego liczny z tablicy lewą ręką w miarę jak profesorka wpisywała przykład na tablicę. A potem wynik, typu STD, to były dwa klawisze. Dziś to nic wielkiego, ale wtedy robiło wrażenie na prowadzącej ćwiczenia. :D
Beaty - 03-11-2009 22:13
zdaję sobie sprawę z tego, że za duży skrót myślowy był w mojej odpowiedzi :oops:
ale po przeczytaniu zadań w internecie z tej próbnej matury, takie miałam skojarzenia- matura sprawdzała umiejętność liczenia przy zastosowaniu pewnych wzorów, których to zdający wcale nie musieli znać na pamięć, bo mogli skorzystać z tablic matematycznych
była łatwa i oto chyba chodziło, choć niektórzy czują się źle z myślą taką, że oni to kiedyś musieli wykazać się dużo większa wiedzą, aby zdać maturę z matematyki
matematyka powinna być na maturze, w formie takiej czy innej- ale powinna być
uczy precyzji, wyciągania wniosków, rozwija wyobraźnię i jak wiecie wiele innych
i czasami bardzo przeszkadza w życiu :wink:
Tedii - 03-11-2009 22:42
Matma to podstawa.Dorzucił bym jeszcze fizykę.
Reszta to zwykłe pamięciowe wkuwanie.
Agduś - 03-11-2009 23:55
I w ten sposób dochodzimy do pytania, czy matura jest potrzebna. Bo przecież gwarancją tego minimum jest ukończenie poszczególnych klas, a końcowy egzamin, dający prawo do ubiegania się o studia (i obecnie, co w mojej opinii kompletnie pozbawione logiki, decydujący o przyjęciu na te studia) nie jest potrzebny. Matura to egzamin dojrzałości. Wymaga podjęcia dużego wysiłku, żeby przypomnieć sobie cały opanowany w LO materiał z danego przedmiotu, żeby umieć przedstawić swoją wiedzę w wypowiedzi ustnej lub pisemnej (prezentacja to moim zdaniem totalna bzdura), żeby opanować nerwy podczas egzaminu. Ci, którzy ją zdają, zaświadczają, że są do takiego wysiłku zdolni, czyli jest duża szansa, że i na studiach będą się uczyć. Uważam, że z tego względu jest potrzebna. Ale czy jako egzamin wstępny na studia - nie jestem pewna. Natomiast sprawą dyskusyjną jest wybór przedmiotów. Moim zdaniem dokonanie właściwego wyboru jest też przejawem dojrzałości - czy wybrać przedmiot łatwiejszy do dania, ale nieinteresujący, niepotrzebny w dalszej karierze, czy tez trudniejszy, ale ciekawszy, bardziej przydatny? Jaki poziom wybrać? Dlatego uważam, że uczniowie powinni mieć prawie dowolny wybór. Właśnie - prawie. Niezbędny jest współczesny język obcy. A czy język polski też? Jako polonistka powinnam go bronić do upadłego. Jednak, jeżlei polski, to czemu nie matma, czemu nie fizyka czy chemia? Każdy przedmiot znalazłby swoich obrońców potrafiących przytoczyć tysiące argumenótw. Z drugiej strony, moim zdaniem, człowiek z maturą, to powinien byc KTOŚ. Kiedyś matura miała swoją rangę, dziś tak naprawdę nic nie znaczy. A powinna. Dlatego uważam, że każdy człowiek legitymujący się maturą powinien znać pewien kanon wiedzy. Wiedzy ogólnej obejmującej wiele przedmiotów. Wstyd nie wiedzieć, kim byli Mickiewicz czy Dante, ale tez wstyd nie znać podstawowych dat z historii, nie wiedzieć, co wymyślił Darwin, nie wiedziec kim był Matejko, Napoleon, czym zajmowali się Mendel, Nobel czy Einstein.
Nie zdawałam matury z matmy, ale potrafię sobie jakoś poradzić, obliczyć ilość potrzebnej wykładziny podłogowej, powierzchnię czy kubaturę, ba - nawet procenty jakoś pokonam. Nie czuję niedosytu tej wiedzy i tych umiejętności. Bez wiedzy ogólnej czułabym się znacznie gorzej.
EZS - 04-11-2009 10:15
Nie zdawałam matury z matmy, ale potrafię sobie jakoś poradzić, obliczyć ilość potrzebnej wykładziny podłogowej, powierzchnię czy kubaturę, ba - nawet procenty jakoś pokonam.. mam dziwne wrażenie, że ten rodzaj wiedzy jest dostępny mojej córce w podstawówce :roll:
Agduś - 04-11-2009 10:30
Wiem, liceum nie trzeba było kończyć, żeby kupić wykładzinę. No ale, sorki bardzo, na razie nie poczułam nigdy braku umiejętności obliczenia granicy funkcji dążącej do nieskończoności... Acz kiedyś z nudów, wieszając firanki, ułożyłam zwykłą (taką dostępną mi) funkcję do obliczenia ilości potrzebnych żabek. Właściwie to bez tej funkcji też mogłam firanki powiesić, ale mój mózg się nudził podczas tej czynności.
A tak w ogóle to chyba odeszliśmy od tematu :oops:
m.k.k - 04-11-2009 11:33
No cóż, do życia niezbędna jest tylko mała cząstka tego, co się opanowało w procesie edukacji i jeszcze trochę czego się douczyło "przy okazji". Większość dat z historii mi z głowy wyleciała, jeśli kiedykolwiek tam się znalazła, ale pozostała taka siaka kolejność.
Większość twórców reguł fizyki, twierdzeń matematyki itp mi z głowy wyleciała, ale potrafię z tych reguł i twierdzeń korzystać, a nie muszę się na nie powoływać w formalnych zwrotach typu: "z twierdzenia Talesa wynika..."
Nie obchodzi mnie budowa cząsteczki, komórki, serca płaza ani sprzętu do produkcji C2H50H.
Znam budowę silnika dwusuwowego, układu hamulcowego w autobusie albo lokomotywie na poziomie techniki jaki był, gdy byłem nastolatkiem, choć tego w szkole nie miałem; i też nie jest mi to do niczego potrzebne.
Brakuje mi wiedzy stosowanej: dlaczego w szkole bawiliśmy się prądem z plusem i minusem, a w życiu z F1, F2, F3, 0 i PEN (to już wiem, ale musiałem się douczyć, jak zaczęło być potrzebne). Pojęcie prądu przemiennego w mojej szkole się nie pojawiło, a wiele godzin poszło na obliczanie prądu i spadków napięcia w różnych równoległo-szeregowych układach oporników, obliczaniu pojemności baterii kondensatorów itp. Ale ani chwili o spadku napięcia w przewodzie, przewody w obliczeniach szkolnych miały opór zerowy.
Brakuje mi wiedzy o społeczeństwie, o systemach politycznych, rozwiązaniach społecznych, ekonomi, prawie. Pewnie nie brakuje tego tak bardzo, żebym się douczał, ale jednak pewien dyskomfort jest. Jako mieszczuch mam minimalną wiedzę o wsi, sprowadzającą się do odróżniania lasu od pola.
Reasumując, w szkole (LO) tłukli dużo teorii a mało o życiu. Egzaminy powinny bardziej sprawdzać tą wiedzę praktyczną, a nie czystą teorię. Ale jak to zrobić, pojęcia nie mam.
Z wiedzy praktycznej, szkoła szybko nauczyła mnie, że autorytet (nauczyciel) może być autorytetem z urzędu, a nie jakichkolwiek innych, osobistych przyczyn. Przykład ze szkoły wzięty: nauczyciel ZPT (było coś takiego), elektryk z wykształcenia, kazał nam robić lampki (wtyczka, włącznik, oprawka, żarówka, połączone przewodem). Potem sprawdzał czy działa, metodą włączenia do kontaktu i sprawdzenia czy świeci. Kilka osób otrzymało ndst, bo nie świeciło. Jedno z gniazdek nie działało :D
:wink:
malka - 05-11-2009 23:26
do dziś mam koszmary senne z macierzami w roli głównej....nigdy przenigdy nie były mi do szczęścia potrzebne - ale taki był program - trza było zaryć :roll:
Matma na maturze - dla mnie nieporozumienie :roll:
a metody edukacji polskie szkolnictwo ma , jak w początkach ubiegłego wieku
Agduś - 06-11-2009 08:33
B zamiast dać kasę na komputery, nowoczesne pomoce naukowe, wyposażenie pracowni, szkolenia nauczycieli, ale nie takie dla picu tylko porządne i sensowne, daje się ją "specom" od kolejnych, pożal się Boże, reform. Ktoś musi taką reformę wydumać, opisać założenia, mnóstwo ktosiów ją zaopiniować (pozytywnie) a każdy taki ktoś chce za to KASĘ i to niezłą. Następnie kupę kasy wezmą twórcy nwych programów nauczania i recenzenci tychże. Potem trzeba wydać kasę na rozreklamowanie reformy, próby (bezskuteczne) przekonania większości rodziców, że refroma jest dla dobra ich dzieci. Jeszcze troszkę kasy na "szkolenie" nauczycieli... Niemałe wynagrodzenia twórców "nowych" podręczników pokryją już w większości rodzice (bo zapowiadana pomoc finansowa dla wszystkich królików doświadczalnych szybko okazała się "kiełbasą wyborczą").
A na dostosowanie programów nauczania do wymogów współczesności kasy nie ma... Bo to takie mało medialne... Nieefektowne...
retrofood - 06-11-2009 08:51
w szkole bawiliśmy się prądem z plusem i minusem, a w życiu z F1, F2, F3, 0 i PEN (to już wiem, ale musiałem się douczyć, jak zaczęło być potrzebne). Pojęcie prądu przemiennego w mojej szkole się nie pojawiło, a wiele godzin poszło na obliczanie prądu i spadków napięcia w różnych równoległo-szeregowych układach oporników, obliczaniu pojemności baterii kondensatorów itp. Ale ani chwili o spadku napięcia w przewodzie, przewody w obliczeniach szkolnych miały opór zerowy. Niedobrze wiesz. Jest L1, L2, L3, N i PE. PEN też jest, ale wtedy nie ma ani N ani PE. A "0" nie ma juz dawno.
:D
A obwody prądu przemiennego liczy się tak samo jak prądu stałego. I na codzień tez się przyjmuje, ze oporność przewodów jest zerowa.
:D
PS. Też bym mógł napisać, że skoro jestem elektrykiem, to znajomość "Balladyny" do niczego mi nie jest przydatna. Ani wiadomości o tym jak wyglądają narzędzia człowieka z epoki kamienia łupanego.
Ale mam wrażenie, że jednak czasem w zyciu sie to przydawało, więc tak nie piszę.
PS 2. A tego, ze nie znasz narzędzi do produkcji C2H5OH, to Ci nie wybaczam. Masz krechę u mnie
:D
m.k.k - 06-11-2009 10:42
Niedobrze wiesz. Jest L1, L2, L3, N i PE. PEN też jest, ale wtedy nie ma ani N ani PE. A "0" nie ma juz dawno.
:D Widzisz. Człowiek zawsze się czegoś nowego uczy. A F1, F2, F3 to były, czy mi się tylko literki pomyliły (wpływ Kubicy :D)
Powiadasz, że "0" nie ma już dawno. U mnie nikt ścian nie pruł, by wyjąć tą żyłę i wsadzić w zamian N. Może gdzieś tam odłączyli :D
A tak na serio, to dorwałem podręcznik podstaw elektryki (elektroenergetyki) starszy niż ja. Jeśli pozmieniały się oznaczenia, to żyję w błogiej nieświadomości tego faktu.
A obwody prądu przemiennego liczy się tak samo jak prądu stałego. I na codzień tez się przyjmuje, ze oporność przewodów jest zerowa.
:D No fakt, tutaj bierze się to pod uwagę tylko podczas dyskusji o długości i przekroju WLZ i zasilaniu betoniarki przedłużaczem od sąsiada, a tego nie robi się na co dzień :D
PS 2. A tego, ze nie znasz narzędzi do produkcji C2H5OH, to Ci nie wybaczam. Masz krechę u mnie
:D Bądź sprawiedliwy. :D Zatrudniam fachowców. I do C2H5OH i do L1, L2, L3, PEN.
zbigmor - 06-11-2009 14:45
Matematyka nie bez powodu jest nazywana królową nauk. uczy logicznego myślenia jak już tu wspomniano i często przydaje się w życiu.
Po drugie to, że ktoś wie, że chce zostać lekarzem nie oznacza, że po skończeniu biol-chem nie może starać się na uczelnię techniczną.
Tak jak matematyka (nie piszę o poziomie) powinna być obowiązkowa fizyka. Może nie byłoby pytań na forum typu: mam grzejnik 2kW, ale za dużo zużywa prądu. Czy są jakieś mniejsze, np. 1kW, ale aby grzały tak samo?.
Matura świadczy o jakimś poziomie wiedzy i dojrzałości człowieka i przecież nie jest obowiązkowa. Róznie może się to jeszcze zmieniać w historii naszej edukacji, ale ja zawsze będę za obowiązkową nauką języka ojczystego i matematyki. Nauką w celu nauczenia, a nie przebywania na lekcji, stąd ten egzamin. Większość przedmiotów nie ma na maturze, a nikt się nie burzy, że musi się ich uczyć i zaliczać na ocenę.
Niedługo odezwą się głosy, że po co a maturze j. polski, skoro i tak wyprowadzam się do Anglii?
- 07-11-2009 02:49
... Matura świadczy o jakimś poziomie wiedzy i dojrzałości człowieka ... więc polecam artykuł -Kalibabka rodem z Mazur
" ... Mężczyzna mimo nie ukończonej zawodówki, podrywał kobiety z wyższym wykształceniem, w tym właścicielki firm i pracownice mediów ..."
" ... Przygodne znajomości nierzadko kończył w łóżku. Nie tylko brał pożyczki (zwykle - 200 do 1500 zł), ale i przemieszkiwał u niektórych kobiet, żyjąc na ich koszt. Po pewnym czasie znikał z różnymi przedmiotami z mieszkania, zostawiając wysokie, kilkusetzłotowe rachunki za telefony ..."
lub
http://czasczekam15.salon24.pl/13331...uslugach-cebea
albo wicepremier rządu polskiego /A.Lepper/ miał mature kiedy obejmował urząd ...?
m.k.k - 07-11-2009 09:19
Matematyka nie bez powodu jest nazywana królową nauk. Tylko przez matematyków i innych krewnych i znajomych
Humaniści mają własną królową: filozofię
8)
retrofood - 07-11-2009 09:23
Matematyka nie bez powodu jest nazywana królową nauk. Tylko przez matematyków i innych krewnych i znajomych
Humaniści mają własną królową: filozofię
8) Humanista bez orientacji w matematyce jest nieukiem, a nie humanistą.
mcmagda - 07-11-2009 10:30
Matematyka nie bez powodu jest nazywana królową nauk. Tylko przez matematyków i innych krewnych i znajomych
Humaniści mają własną królową: filozofię
8) Nie wiem czy da się skumać filozofię bez logiki i ścisłego podejścia. Jak zaczynam czytać coś filozoficznego z tymi całymi ciągami i wnioskami to się dopiero męczę.
Poza tym wczoraj dostałam pismo z sądu, w którym pozornie chyba sąd odrzucił mój wniosek. Przeczytałam 5 razy i jeszcze nie jestem pewna czy skumałam. Ale rozbierałam zdania logicznie - matma zdecydowanie.
Maż rekrutuje właśnie do pracy dorywczo w sekretariacie studentki (na ZUS-ie oszczędza, więc potwierdza status). Ponieważ trzeba tam prowadzić raport kasowy i wystawiać rachunki to ma prosty test z liczenia tych rzeczy. Połowa osób wychodzi po 15 min, twierdząc, że to zbyt trudne. Jak oglądam te testy to nie wiem jak duża cześć z nich skończyła ogólniak.
Uważam, że maturę powinny mieć osoby, które potrafią wyliczyć rachunek przy dwóch rodzajach upustów.
JoShi - 07-11-2009 11:30
Podstawową znajomość matematyki trzeba wynieść z liceum. Przecież bez tego po prostu będzie się powtarzało każdą klasę, póki nie opanuje się minimum programowego albo nie wyleci ze szkoły. I ja sądzę, że to minimum powinno wystarczyć każdemu w życiu. Jak mniemam powinno też wystarczyć do zdanie matury. O co więc chodzi? Xzy o to, że z klasy do klasy można się jednak prześlizgnąć nie opanowując tego minimum, a jedynie stosując sztuczki i kombinacje?
matura sprawdzała umiejętność liczenia przy zastosowaniu pewnych wzorów, których to zdający wcale nie musieli znać na pamięć, bo mogli skorzystać z tablic matematycznych Bo w matematyce nie chodzi o uczenie się na pamięć ylko o myślenie. To matematyka uczy czytania ze zrozumieniem (zadania z treścią) i myślenia logicznego. Nie sztuka nauczyć się wzorów na pamięć. Sztuką jest wiedzieć który i jak wykorzystać. I z tego się powinno egzaminować. Pamięć to sobie można sprawdzać na polskim (recytacja wiersza).
Matematyka nie bez powodu jest nazywana królową nauk. Eeee tam. Gruba przesada. Matematyka jest tylko wygodnym narzędziem w służbie innych, bardziej praktycznych nauk.
Agduś - 07-11-2009 12:01
Podstawową znajomość matematyki trzeba wynieść z liceum. Przecież bez tego po prostu będzie się powtarzało każdą klasę, póki nie opanuje się minimum programowego albo nie wyleci ze szkoły. I ja sądzę, że to minimum powinno wystarczyć każdemu w życiu. Jak mniemam powinno też wystarczyć do zdanie matury. O co więc chodzi? Xzy o to, że z klasy do klasy można się jednak prześlizgnąć nie opanowując tego minimum, a jedynie stosując sztuczki i kombinacje?
Żeby zdać maturę, trzeba sobie cały ten material gruntownie powtórzyć. Jeżeli ktoś planuje studiowanie jakiejś filologii na ten przykład, to czas poświęcony na powtarzanie matmy (tym dłuższy, im trudniejsza jest ona dla danej osoby) jest czasem, może nie tyle straconym, co niewykorzystanym na ważniejsze dla tego kogoś rzeczy.
No i można mieć pecha i trafić na zadanie z jakiegoś działu, który sprawiał nawięcej kłopotów. Niższa ocena na świadectwie maturalnym zmniejsza szanse dostania się na studia.
retrofood - 07-11-2009 13:04
http://i.demotywatory.pl/uploads/125...wen136_500.jpg